Jaki Pan taki kram. Wywiad z Jerzym Jamonttem

źródło: Dobry Magazyn nr 1 (23)/2006, dział Przedsiębiorczość
autor: Mira Jankowska
Jest prezesem zarządu WIROMET S.A. Przedsię­biorstwo, które prowadzi, zawierzył Bogu. Ten fakt nie zmniejsza jego odpowie­dzial­ności za ludzi i firmę, ale daje mu luksus kon­sul­towania każdej decyzji z Szefem z Góry.

Biznesmeni-katolicy, choć nie są święci, nie ukrywają, że chcą nimi być. A prowadzenie firmy, zarząd nad cudzą — bo Bożą własnością, traktują poważanie, w kategoriach zbawczych. O tym, jak to się robi, mówi JERZY JAMONTT, przedstawiciel organizacji Legatus w Polsce, w rozmowie z MIRĄ JANKOWSKĄ.

Mira Jankowska: — Czemu ma służyć stowa­rzyszenie właścicieli firm i top menedżerów, którzy są katolikami?

Jerzy Jamontt: — Legatus jest stworzony po to, żeby pomóc nam ludziom biznesu formowaç się w sposób zgodny z magisterium Kościoia, abyśmy odważniej podejmowali odpowiedzial­ność za siebie, firmę, także Kościół i kraj z ca-ią konsekwencją wynikającą z naszego stanu. Ta organizacja ma nam pomóc w dojrzewaniu do prawdy, że my też jesteśmy Kościołem.

— Skoro jest święty Kościół grzeszników, to może być i organizacja grzesznych biznesmenów-katolików?

— Organizacje są dla zwykłych ludzi, w tym przypadku dla normalnych przedsiębiorców o określonej skali przedsiębiorstwa. W Polsce nie ma zbyt wielu dojrzałych katolików w biz­nesie z powodów oczywistych, nie było ich za komuny, bo i wolnego rynku nie było. Ale nie mam wątpliwości, że jacyś są.

— Da się połączyć twarde zasady gospodarki z życiem według Bożych praw?

— Przedsiębiorstwo jest zależne od potrzeb rynku. To do nich będzie się implementowało zasady nauki Kościoia, a nie odwrotnie. Ale dla pojedynczego człowieka to życie z Bogiem jest podstawową zasadą, a ona obejmuje także ży­cie zawodowe, społeczne, gospodarcze, nawet polityczne. Można sobie wyobraziç szereg działalności gospodarczych, które są legalne, ale których prowadzenie nauka społeczna Kościoła wyklucza. I tego mamy się trzymać. Po­ za tym mając świadomość, kim się jest i że nie jest się samotnym białym żaglem,  śmielej można proponowaç chrześcijańskie rozwiąza­nia i taki styl życia także w gospodarce.

— Oczekiwania pokładane w osobie, która na­zywa siebie katolickim przedsiębiorcą,  są większe niż wobec przeciętnego pracodawcy.

— Przede wszystkim ktoś jako OSOBA albo jest uformowany właściwie przez swoją wiarę, na­uczanie czy doświadczenia, albo nie. Dopiero potem przyjmuje role społeczne, męża, ojca, pracodawcy. Są one konsekwencją jego osobistego formatu, odpowiedzialności tej pierwszej, ludzkiej. Jeżeli ktoś uważa się za katolika, a nie musi przecież, to automatycznie jest świadec­ twem, niezależnie od tego, czy dobrym czy złym. Jest i koniec. Będzie ubolewania godnym, jeżeli będzie złym świadectwem.

— Czasem przyznawanie się do bycia wierzącym napotyka na kąśliwe uwagi lub uśmieszki...

— Przez 50 lat w Polsce wiarę zachowywaliśmy dla siebie, ewentualnie ujawnialiśmy ją na fo­rum rodzinnym. Tymczasem życie zawodowe może i powinno być częścią życia religijnego.

— A u Pana, jak się przejawia obcowanie z Pa­nem Bogiem na co dzień i w pracy?

— Oddanie mojego życia zawodowego Bogu mia­ło miejsce w sposób świadomy kilka lat temu. Ponawiam ten akt zawsze, gdy staję w obliczu trudności. To taki „Boży spryt", bo nie chcę trud­nych rzeczy rozwiązywać sam, tylko wołam do Boga, by mnie w tym wspomógł. Co nie zwal­nia mnie od maksymalnego ludzkiego wysiłku. Poza tym nasze przedsiębiorstwo jest oddane Matce Bożej. Co roku około 20 listopada mamy mszę świętą przed cudownym obrazem.

— To zewnętrzny i uroczysty wyraz przekonań. A jak to się wyraża w codziennej praktyce za­wodowej, w byciu z ludźmi i zarządzaniu firmą?

— Przedsiębiorstwo jest miejscem, gdzie trzeba sobie nawzajem stawiaç wymagania i to robimy. Zajmujemy się pozytywnym budowaniem przed­siębiorstwa, a nie wykazywaniem sobie nawza­jem niekompetencji, błędów czy uchybień, bo nie o to chodzi, żeby wskazywaç sobie nieustannie, że nie jesteśmy doskonali. Szukamy rozwiązań, które popchną przedsiębiorstwo w kierunku rozwoju, a nie regresu. Staramy się, żeby rela­cje między pracownikami układały się w dobry sposób. Konflikty rozwiązujemy w sposób poko­jowy, a jeżeli dochodzimy do wniosku, że mimo wszystko nie zgadzamy się ze sobą, mówimy uprzejmie, że w takim razie musimy się rozstać.

— Jakie nadzieje wiąże Pan z powołaniem Legatusa w Polsce?

— Wierzę, że Legatus będzie miał wpływ nauczenie się nowego spojrzenia na pracę zawo­dową, na objęcie również tej dziedziny swoją wiarą. Gdyby to się udało, to chwała Bogu, bo to mieści się w celach, jakie ma organizacja, czyli w tym, żeby jak największa liczba ludzi dostąpiła zbawienia.