Architekt miasta Boga

źródło: Ozon nr 28/06

Grzegorz Górny

W Naples na razie jest ściernisko. Ale będzie Ave Maria, miasto Boga zbudowane przez Toma Monaghana, katolickiego biznesmena.

„Pewnego dnia miliony amerykańskich chrześcijan uświadomiły sobie, że są bezsilne i znajdują się w izolacji. (...) Odkryły, że wychowanie ich dzieci na dobrych chrześcijan jest niemożliwe, bo ich autorytet jest podrywany przez agresywny sekularny liberalizm, który opanował system szkolnictwa publicznego i kulturę popularną. Kiedy spoglądali na amerykańskie szkoły, widzieli, że organizacje homoseksualistów szerzą tam legalnie swoją literaturę, a organizacje religijne nie mają do tego prawa. Widzieli, jak nastolatkom rozdaje się kondomy, a równocześnie Sąd Najwyższy zakazuje, aby w klasach wisiał dekalog. Tak więc zbuntowali się i odkryli jedyną rzecz, jaka im pozostała — zaczęli organizować się politycznie.” Tymi słowy amerykański publicysta Irving Kristol opisywał powstanie w USA religijnej prawicy.

Nowy kulturkampf

W społeczności chrześcijańskiej w Stanach Zjednoczonych bardzo silne jest przekonanie, że mamy dziś do czynienia ze zderzeniem cywilizacji. Nie chodzi jednak o takie zderzenie, jak definiował je popularyzator tego określenia Samuel Huntington, a mianowicie o starcie między cywilizacją zachodnią a np. muzułmańską. Polega ono raczej na konflikcie wewnątrz cywilizacji zachodniej między dwoma koncepcjami rozwoju — pierwszą, która odrzuca Boga, dekalog i chrześcijański fundament demokracji, oraz drugą, która uznaje, że bez oparcia się na tych wartościach życie społeczne się degeneruje. W tym kontekście nawet protestanci amerykańscy chętnie odwołują się do nauczania Jana Pawła II i jego wizji starcia między „cywilizacją życia” a „cywilizacją śmierci”.

Być może konflikt ów lepiej byłoby nazwać nowym kulturkampfem, gdyż wojna toczy się głównie w szeroko rozumianej sferze kultury, a stawką jest — podobnie jak w czasach Bismarcka — rodzaj obecności chrześcijaństwa w przestrzeni publicznej. Linia frontu nie przebiega w tej walce przez okopy i zasieki, ale głównie przez redakcje, sądy, uniwersytety, szkoły. Poszczególne bitwy rozgrywają się o kształt prawa, oblicze mediów i sposób edukacji. Strategicznymi punktami są ośrodki opiniotwórcze, które mają największy wpływ na kształtowanie zbiorowej wyobraźni, na formowanie się ludzkich poglądów, postaw, mód oraz obyczajów. Tak naprawdę walka w przestrzeni publicznej jest jakby refleksem znacznie głębszego zmagania rozgrywającego się w ludzkim sercu, którego stawką jest dusza ludzka — jej życie wieczne lub potępienie.

Taką wizję wojny o dusze przedstawiają dziś zarówno najbardziej aktywni amerykańscy katolicy, jak i protestanci. Są oni coraz bardziej świadomi swych celów i coraz bardziej żywotni w sferze społecznej. Swój wielki rozmach zawdzięczają nie tylko nadprzyrodzonej motywacji i zdolności do samoorganizowania się, lecz także olbrzymiej hojności wiernych. Nic więc dziwnego, że w Stanach Zjednoczonych rozwinął się ostatnio mecenat wspierający przede wszystkim chrześcijańskie dzieła ewangelizacyjne i formacyjne.

Ave Maria

Postacią numer jeden wśród amerykańskich mecenasów jest Tom Monaghan — jeden z najbogatszych ludzi w USA, założyciel sieci pizzerii Domino’s Pizza. Kiedy w 1960 r. jako 23-latek otworzył swą pierwszą pizzerię na terenie campusu uniwersyteckiego w Ypsilanti, po pierwszym tygodniu zarobił 99 dol. W roku 2000 siedem tysięcy jego lokali w 66 krajach zatrudniało 120 tys. pracowników i przynosiło 3,54 mld dol. zysku. Później sprzedał on większość udziałów i zajął się działalnością społeczną.

Obecnie Monaghan jest w trakcie tworzenia swojego największego przedsięwzięcia, które skalą, a przede wszystkim znaczeniem, przewyższy sieć Domino’s Pizza. W Naples na Florydzie multimiliarder buduje miasteczko uniwersyteckie, które będzie pierwszym w USA miastem zorganizowanym całkowicie według zasad religii katolickiej.

Miasto Boga nazywać się będzie Ave Maria. W jego centrum — tak jak w sercu miast średniowiecznych — będzie stał kościół. Ma to być największa świątynia katolicka w Ameryce Północnej. Kościół ma tętnić życiem — codziennie odprawianych w nim będzie nie tylko kilkanaście mszy świętych, lecz trwać tam będzie również nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu. Według Monaghana bowiem fundamentem wszelkiej aktywności chrześcijańskiej jest modlitwa i bez tej adoracji cały projekt nie ma szans powodzenia. O każdej porze dnia i nocy chętni będą mogli poprosić o spowiedź dyżurujących księży. Na terenie miasteczka będzie obowiązywał całkowity zakaz sprzedaży środków antykoncepcyjnych oraz pism pornograficznych.

Ave Maria ma być zarazem centrum duchowym i intelektualnym. Dlatego drugim najważniejszym obok kościoła punktem będzie uniwersytet, który w zamyśle organizatorów ma się stać jedną z najbardziej prestiżowych uczelni w USA, dorównującą renomą Harvardowi, Princeton i Yale. W radzie programowej uniwersytetu znalazły się już tak wybitne postaci amerykańskiego życia publicznego, jak ks. Richard John Neuhaus, o. Benedict Groeshel, o. Joseph D. Fessio, Ralph Martin, Michael Novak oraz Mary Ann Glandon. W radzie kościelnej zasiadło natomiast pięciu wpływowych kardynałów, uważanych za bliskich współpracowników Benedykta XVI. Są to prefekci watykańskich dykasterii Francis Arinze i James Stafford, prymas Austrii Christoph Schönborn, arcybiskup Sydney George Pell i Marc Quellet z Quebecu.

Monaghan nie ukrywa, że uniwersytet Ave Maria musi się kierować dwoma priorytetami: jak najwyższym poziomem nauczania oraz wiernością Magisterium Nauczycielskiemu Kościoła. Uczelnia ma się stać kuźnią chrześcijańskich elit, szkołą liderów w Kościele katolickim, profesjonalistów najwyższej klasy w swoich specjalnościach, a zarazem ludzi głęboko przeżywających swoją wiarę i zaangażowanych w działalność publiczną, którzy w przyszłości staną się przywódcami opinii i będą pociągać za sobą innych nie tylko głoszonymi poglądami, lecz także osobistym przykładem życia.

American dream

Kiedy odwiedzam Monaghana w jego biurze w Ann Arbor w stanie Michigan, pokazuje mi rozłożone na stole plany budowy uniwersytetu i mówi: — Najlepszym sposobem na zbawienie duszy, co stanowi mój największy priorytet w życiu, jest przy posiadanych zasobach i doświadczeniu otrzymanym od Boga służenie Kościołowi katolickiemu. Sądzę zaś, że najlepszym sposobem służenia Kościołowi jest dziś edukacja. A najbardziej efektywną formą edukacji jest szkolnictwo wyższe, ponieważ można to zrobić na jednym uniwersytecie, w jednym miejscu zbierając ludzi z USA i z całego świata, którzy później wrócą do siebie, do pracy na całym świecie.

Na pytanie, dlaczego to właśnie on musiał podjąć się takiej misji, odpowiada: — Dlatego że niewielu ludzi jest w stanie to zrobić. Są tacy, którzy mają wystarczające zasoby, by powołać szkoły podstawowe lub średnie, ale nie uniwersytet. Poza tym czuję, że jest to mój obowiązek ze względu na wszystkie błogosławieństwa otrzymane od Boga.

Europejscy komentatorzy często krytykują Monaghana i zarzucają mu, że ponosi go fantazja i ulega marzeniom. Być może jest to jednak kolejna odmiana „American dream”. Być może Amerykanom udało się osiągnąć tak wiele, gdyż stawiali sobie cele, które innym wydawały się niemożliwe do osiągnięcia. W każdym razie Monaghan nie jest w swej wizji osamotniony. Już ponad siedem tysięcy ludzi zarezerwowało dla siebie domy w Naples. Podobnie jest ze sklepami i punktami usługowymi — wykupiono już ponad 60 proc. przeznaczonej na nie powierzchni.

Dlaczego miliarder zdecydował się na budowę nowej uczelni, zamiast udzielić finansowego wsparcia którejś z już istniejących? Otóż jego zdaniem niewiele się zmieniło od czasu, gdy kilkadziesiąt lat temu arcybiskup Fulton Sheen wypowiedział zdanie, że najlepszym sposobem na utratę wiary chrześcijańskiej w Stanach Zjednoczonych jest studiowanie na katolickim uniwersytecie. Według niego na większości katolickich uczelni mało kto troszczy się dziś o pogłębianie wiary i rozwijanie chrześcijańskiej duchowości. Monaghan uznał, że zamiast przyszywać nowe łaty do starej odzieży, lepiej kupić nową szatę.

— Sądzę, że ważne jest wyznaczenie kierunku dla innych uniwersytetów katolickich, które straciły swój charakter przez sekularyzację — mówi Monaghan. — Jeśli nam się uda, to pokażemy im, że można być duchowym i oddanym Magisterium Kościoła, a jednocześnie odnosić sukcesy. To pozwoli wielu tym uczelniom, które teraz walczą o przetrwanie, zrozumieć, że ortodoksja jednak się opłaca.

Spiritus sanctus

Monaghan ma świadomość walki, jaka się toczy obecnie o kształt naszej cywilizacji: — Myślę, że gdybyśmy nic nie robili w kwestii aborcji, eutanazji i innych tego typu spraw, nasz kraj przeszedłby przez te same rzeczy, co Niemcy w latach 30. i 40. Mam nadzieję, że kongresmeni i senatorowie powstrzymają takich polityków, jak Clinton, Gore czy Kerry przed wyrzuceniem Boga i zniszczeniem tego, co stworzyli kiedyś nasi ojcowie. Jest nadzieja, w tym kraju powstaje ciągle wiele nowych inicjatyw.

Niektóre z nich są dziełem Monaghana. Priorytetem pozostaje dla niego edukacja, gdyż to właśnie w sferze oświaty i wychowania rozgrywa się według niego jedna z najważniejszych potyczek o świadomość współczesnych społeczeństw. Dlatego amerykański biznesmen oprócz uniwersytetu zainicjował powołanie sieci prowadzonych przez zakonnice szkół podstawowych Spiritus Sanctus. Ich założeniem programowym jest całościowa formacja człowieka, nie tylko społeczna, intelektualna, psychiczna i fizyczna, lecz także duchowa, i to w chrześcijańskim rozumieniu.

Monaghan stworzył też szereg szkół średnich i wyższych, m.in. w Ypsilanti, Orchard Lake i w San Marcos w Nikaragui. Poprzez swoje instytucje charytatywne wspomaga zresztą szkolnictwo w Ameryce Łacińskiej, funduje stypendia i umożliwia zdobycie wykształcenia dzieciom w Nikaragui czy Hondurasie.

Za jedno z ważniejszych zadań Monaghan uważa kształcenie przyszłych dyrektorów szkół katolickich: — Mamy w Stanach wiele szkół katolickich, ale słabo radzą sobie one z przekazywaniem wiary. Szkoły te już istnieją. Nie musimy więc ich ani kupować, ani budować, musimy je tylko prawidłowo prowadzić. Wszystko zależy od dobrego dyrektora, który stara się o dobrych katechetów i zapewnia porządne nauczanie teologiczne. Zatrudnia też odpowiednich nauczycieli wspierających misję szkoły. W ten sposób można wpłynąć na setki tysięcy, na miliony ludzi — przez dobranie odpowiednich liderów.

Inną dziedziną zainteresowania Monaghana jest komunikowanie masowe, zwłaszcza zaś kształcenie dziennikarzy, którzy w przyszłości będą pracować w mediach. Miliarder założył też w Ann Arbor informacyjno-ewangelizacyjne Radio Ave Maria oraz tygodnik „Credo”.

Wojna o prawo

Kolejnym priorytetem jest dla Monaghana sfera prawa, która w Stanach Zjednoczonych z powodów ustrojowych odgrywa olbrzymią rolę. Władza sądownicza ma bowiem możliwość takiego interpretowania przepisów, że może wręcz wprowadzać nowe prawa bez oglądania się na prezydenta, Senat i Kongres. Tak było z legalizacją aborcji w 1973 r., gdy zadecydowała o tym arbitralna decyzja Sądu Najwyższego, a nie głos przedstawicieli organów ustawodawczych lub wykonawczych. Dlatego właśnie sfera sądownicza jest tak ważnym polem walki o dusze. Tym bardziej że rodzaj obowiązujących praw kształtuje społeczną świadomość, gdyż granica między czynem dozwolonym a zakazanym zamienia się na mocy autorytetu prawa w granicę między dobrem a złem.

Monaghan mówi otwarcie, że chciałby umożliwić wykształcenie nowej generacji prawników, która w sądach będzie bronić „cywilizacji życia” przed „cywilizacją śmierci”. Nie ukrywa, że jego celem strategicznym jest ochrona prawna życia nienarodzonych. Krokiem w tym kierunku było założenie przez niego w 2001 r. w Ann Arbor wyższej szkoły prawniczej Ave Maria, przy której powstało Centrum Prawa i Sprawiedliwości im. Thomasa More’a. Interweniuje ono w sytuacjach, gdy zagrożona jest wolność wypowiedzi, sumienia lub wyznania amerykańskich chrześcijan, np. gdy z jakiegoś budynku publicznego usuwane są symbole chrześcijańskie.

Dwa lata temu głośna była sprawa nauczycielki Samanty Gallardo z Los Angeles, której dyrekcja szkoły zabroniła nosić w pracy koszulkę z antyaborcyjnymi napisami: „Aborcja jest morderstwem” i „Jestem za życiem”. Placówka została zmuszona do zmiany decyzji po interwencji prawników z Centrum im. More’a. Udowodnili oni przed sądem, że nauczycielka ma konstytucyjne prawo do wyrażania swoich poglądów. Do Ann Arbor zgłasza się ostatnio po pomoc coraz więcej chrześcijan i coraz częściej wygrywają oni swe sprawy przed amerykańskimi sądami.

Dywizje Legatusa

Monaghan wie, jak ogromne znaczenie ma to, czy znajdą się inni katoliccy przedsiębiorcy, którzy gotowi będą poświęcić się ewangelizacji. Dlatego w 1987 roku założył Legatus — organizację skupiającą biznesmenów, właścicieli, dyrektorów, menedżerów i prezesów firm, którzy są praktykującymi katolikami, a obrót ich spółek przekracza cztery miliony dolarów rocznie. Do stworzenia takiej instytucji zainspirowało Monaghana spotkanie z papieżem Janem Pawłem II, który powiedział mu, że Kościół bardzo potrzebuje dziś swoich świadków także w biznesie.

Głównym zadaniem Legatusa jest formacja duchowa i intelektualna jego członków oraz zachęcanie ich do wcielania swej wiary w życiu publicznym. Jest to instytucja bardzo elitarna i wpływowa, ale sam Monaghan mówi, że nie jest w stanie ocenić jej rzeczywistego wpływu, gdyż trudno jest zmierzyć aktywność duchową. Dodaje jednak: — To jest tego typu organizacja, która wyciąga z ludzi to co najlepsze. Jest efektywna, ponieważ skupia osoby, które już wykazały się talentami przywódczymi. Inaczej nie zdobyłyby takiej pozycji. Celem jest zachęcenie ludzi z talentami przywódczymi i z dużymi zasobami do służenia Kościołowi, ponieważ mają oni możliwości dużo większe niż przeciętny obywatel.

Dziś Legatus liczy na świecie ponad pięć tysięcy członków, większość stanowią Amerykanie. Mają oni świadomość globalnej roli Stanów Zjednoczonych, od których świat przejmuje dziś wzory kulturowe, obyczajowe i społeczne. Dlatego tak ważne jest, jak nowy kulturkampf skończy się w USA. Monaghan martwi się tym, że Europa pogrąża się w duchowej pustce i popełnia demograficzne samobójstwo. Zdaje sobie sprawę, że Stany Zjednoczone powstrzymują proces globalnej sekularyzacji, ale nie wpada z tego powodu w mesjanistyczne uniesienie, charakterystyczne dla niektórych przedstawicieli religijnej prawicy w USA. Sytuację tę traktuje raczej w kategoriach większej odpowiedzialności, jako źródło nowych zobowiązań. Jak sam mówi, ostateczną stawką nie jest w końcu ani status mocarstwa dla Stanów Zjednoczonych, ani budowa raju na ziemi, lecz osiągnięcie Królestwa Niebieskiego i życia wiecznego.

Grzegorz Górny